co jakiś czas wysłuchuję o swojej energii rozżalonego rozwodnika. że niby wyglądam jak ktoś kto proces barowego dławienia sie swoimi chlipobełtami nad niską szklanicą jamesona ma w małym palcu. a może i mam. ale ja potrafie wywłaszczyć siebie z własności duchowej i dobrego imienia nie tylko przytwierdzony deklem do barowej lady.
mogę to zrobić wszędzie, na specjalne życzenie, na co dzień i od święta, w sezonie i potem przed ptaków odlotem jak u osieckiej. zrobiłbym z tego teatrzyk kukiełkowy. albo najlepiej pójść na całość, wietnamski teatr lalek na wodzie. godzina po godzinie i cię zabije.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz